Krótsze nakłady, personalizacja i presja czasu nie zostawiają drukarniom miejsca na przypadkowe decyzje. Drukexpress odpowiada na te wyzwania, łącząc automatyzację sprzedaży online z konsekwentnymi inwestycjami w technologię HP Indigo.
Z Pawłem Perdkiem o trzech generacjach tych maszyn, najnowszym modelu 7900 oraz współpracy z Digiprintem rozmawia Mirosław Pawliński.
Drukexpress zaczynał w zupełnie innej skali niż obecnie. Jak wyglądała droga od jednoosobowej agencji reklamowej do dzisiejszej firmy?
Firma powstała w 2004 roku jako jednoosobowa agencja reklamowa w Trzebnicy. Zaczynaliśmy w małym lokalu, później przenieśliśmy się do Wrocławia. Kolejnym etapem była niewielka drukarnia o powierzchni około 50 m², a następnie zakład w Długołęce o powierzchni około 200 m². Dzisiaj dysponujemy łącznie ponad 1000 m² powierzchni produkcyjnej i biurowej.
Ostatnie 300 m² dołączyliśmy w ubiegłym roku, równolegle rozbudowując park maszynowy i zespół. Obecnie pracuje u nas 21 osób. Mamy druk cyfrowy arkuszowy, pełną introligatornię i uszlachetnianie, a także dział wielkiego formatu, który ostatnio mocno rozwinęliśmy.
Wzrost powierzchni i liczby urządzeń jest widoczny, ale mam wrażenie, że prawdziwym sercem Drukexpress jest automatyzacja.
Zdecydowanie. Od początku wiedzieliśmy, że przy dużej liczbie niewielkich zleceń nie będziemy w stanie wszystkiego obsługiwać, po prostu zatrudniając kolejne osoby. Dlatego postawiliśmy na system online i zasadę: automatyzacja, automatyzacja i jeszcze raz automatyzacja. Klient może sam wycenić produkt, złożyć i opłacić zamówienie o dowolnej porze, również wieczorem lub w weekend. Faktura wystawia się automatycznie, a list przewozowy generujemy jednym kliknięciem. Im mniej rutynowych czynności wymaga ręcznej ingerencji pracownika, tym sprawniej działa cała produkcja.

Najnowszym elementem tego procesu jest automatyczny preflight plików. Co zmienił w praktyce?
Na początku tego roku odświeżyliśmy system zamówień online i wdrożyliśmy automatyczny preflight. Klient wgrywa plik na stronę, od razu otrzymuje raport i widzi, czy materiał spełnia wymagania. Nie musi czekać, aż grafik go sprawdzi. Stopniowo obejmujemy tym rozwiązaniem kolejne produkty.
Przy liczbie zleceń, które obecnie obsługujemy, dział graficzny i biuro obsługi klienta nie byłyby w stanie wykonywać wszystkich tych kontroli ręcznie. Automatyzacja nie eliminuje ludzi, tylko odciąża ich od powtarzalnych czynności i pozwala skupić się na przypadkach, które rzeczywiście wymagają wiedzy i podejmowania decyzji.
Więcej w czasopiśmie Świat Poligrafii Professional – wydanie 09/2026.








