Chińscy giganci znaleźli sposób na obejście przepisu
Mimo intencji unijnego ustawodawcy, azjatyccy giganci e-commerce – Temu, Shein czy AliExpress – już teraz wypracowali metody ograniczające wpływ nowej opłaty na ich model biznesowy. Pierwszym i najważniejszym rozwiązaniem jest rozwój magazynów na terenie Unii Europejskiej, tak zwanych EU Warehouses.
Towary wprowadzane są na teren Unii hurtowo, w dużych partiach i odprawiane zbiorczo na granicy jako import komercyjny. Następnie przesyłki wysyłane są bezpośrednio z magazynów zlokalizowanych na terenie UE – na przykład w Polsce czy w Niemczech – jako transakcje wewnątrzwspólnotowe. Taki model całkowicie omija opłatę 3 euro naliczaną na granicy przy przesyłkach kierowanych bezpośrednio do konsumenta.
Skalę tych inwestycji dobrze ilustruje przykład centrum logistycznego Shein budowanego pod Wrocławiem, które docelowo ma zajmować nawet 740 tysięcy metrów kwadratowych i zatrudniać do 5 tysięcy osób. Ten model pozwala firmom nie tylko ograniczyć koszty jednostkowej obsługi celnej, ale też skrócić czas dostawy i uprościć proces realizacji zamówień, co w praktyce może prowadzić do dalszego, dynamicznego rozwoju centrów logistycznych zlokalizowanych w państwach członkowskich oraz zwiększenia inwestycji w europejską infrastrukturę magazynową.
Znaczna część przesyłek z chińskich platform trafia do konsumentów z europejskich magazynów, a sama opłata celna nie zatrzyma napływu tanich towarów, a jedynie zmieni sposób ich dostarczania. Drugim, prostszym rozwiązaniem stosowanym przez platformy jest konsolidacja zamówień oraz podnoszenie progów bezpłatnej dostawy. Sprzedawcy wprowadzają minimalne wartości koszyka oraz zachęcają klientów do kupowania większej liczby sztuk tego samego produktu lub łączenia kilku zamówień w jedną pozycję towarową, co pozwala rozłożyć stałą opłatę celną na większą liczbę produktów.- podkreśla Natalia Stanowska-Potoczny kancelarii Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K
Kto zyskuje, a kto traci na nowych przepisach
Dla unijnych przedsiębiorców nowe regulacje oznaczają wyrównanie warunków konkurencji rynkowej – zlikwidowano bowiem sztuczną przewagę cenową azjatyckich sprzedawców wynikającą z braku ceł. W przypadku jednak dystrybutorów sprowadzających towary z państw trzecich oraz przedsiębiorstw prowadzących sprzedaż transgraniczną znacząco zwiększono wymogi administracyjne. Muszą oni dostosować swoje systemy logistyczne i celne do nowych zasad rozliczeń, a jednocześnie rosną ich obowiązki związane z prawidłowym zgłaszaniem przesyłek do odprawy.
Co dokładnie zmieni się od 1 listopada 2026 r.
Opłata 3 euro to jednak dopiero pierwszy etap znacznie szerszej reformy. Od 1 listopada 2026 r. w zgłoszeniach celnych dotyczących sprzedaży na odległość obowiązkowe stanie się stosowanie identyfikatorów produktów, określanych skrótem PID (Product Identifiers).
Możliwość ich dobrowolnego podawania istnieje już od 1 lipca 2026 r., jednak od listopada stanie się to twardym wymogiem przy odprawie każdej przesyłki o wartości do 150 euro – z wyłączeniem importu realizowanego przez podmioty zarejestrowane jako płatnicy VAT w ramach transakcji B2B. PID to w istocie zestaw trzech odrębnych kodów, które razem mają umożliwić precyzyjne powiązanie konkretnej sztuki towaru z jej opisem, producentem i miejscem sprzedaży.
Pierwszym z nich jest identyfikator produktu sprzedawcy – unikalny kod nadawany przez sprzedawcę, najczęściej w formie SKU, czyli wewnętrznej jednostki magazynowej. Drugim jest niestandardowy identyfikator produktu producenta – unikatowy kod przypisany konkretnemu produktowi przez jego wytwórcę lub dostawcę. Trzecim elementem jest zazwyczaj standardowy, globalny kod towaru typu GTIN, stosowany powszechnie w kodach kreskowych.
Celem wprowadzenia PID jest przede wszystkim skuteczniejsze wykrywanie towarów niebezpiecznych, źle opisanych lub niezgodnych z unijnymi wymogami, a także rozszerzenie kontroli poza pojedyncze przesyłki, tak aby obejmowały one wszystkie produkty stwarzające podobne ryzyko – dziś organy celne muszą bowiem przetwarzać ogromne wolumeny drobnych paczek, a ręczna analiza samych opisów towarów nie jest w praktyce skalowalna. Firmy planujące dalszą sprzedaż na rynek unijny powinny już teraz zadbać o to, skąd pozyskują dane produktowe, kto w organizacji odpowiada za ich poprawność oraz jak traktować towary, które nie mają przypisanego kodu GTIN – czekanie do ostatniej chwili może skutkować realnymi opóźnieniami w odprawie celnej po 1 listopada.
Równolegle Komisja Europejska zaproponowała wprowadzenie, najpóźniej do 1 listopada 2026 r., dodatkowej opłaty za obsługę przesyłek o niskiej wartości, obowiązującej w całej Unii Europejskiej. Jej wysokość ma zostać określona w odrębnym akcie delegowanym i oparta na minimalnych kosztach ponoszonych przez organy celne przy przetwarzaniu takich towarów. Oznacza to, że już od listopada konsumenci i platformy mogą się liczyć nie tylko z samym cłem w wysokości 3 euro za pozycję towarową, ale też z dodatkową, odrębną opłatą administracyjną doliczaną do każdej niskowartościowej przesyłki – dodaje Natalia Stanowska-Potoczny kancelarii Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K
Co może się zmienić od 2028 roku
Ryczałtowa stawka 3 euro ma charakter wyraźnie przejściowy i została ograniczona do okresu od 1 lipca 2026 r. do 1 lipca 2028 r. Jest ona pomyślana jako swego rodzaju techniczny most, który ma obowiązywać do czasu uruchomienia scentralizowanej, okołounijnej infrastruktury celnej IT. Po tej dacie próg 150 euro ma zniknąć całkowicie, a towary obejmie standardowa Wspólna Taryfa Celna – oznacza to, że cła będą naliczane indywidualnie, w zależności od klasyfikacji taryfowej, wartości celnej oraz pochodzenia konkretnego produktu, a nie jako jednolita stawka ryczałtowa.
W praktyce może to oznaczać, że część kategorii towarów – na przykład niektóre wyroby tekstylne czy elektronika – zostanie obciążona stawką wyższą niż dzisiejsze 3 euro, podczas gdy inne produkty mogą zostać potraktowane łagodniej. Kluczową zmianą jest jednak coś innego: docelowo o zastosowaniu opłaty nie będzie już decydować to, skąd fizycznie nadana została przesyłka, lecz status importera towaru. To rozwiązanie wprost uderza w mechanizm, z którego dziś korzystają platformy azjatyckie, wysyłając towar z magazynów zlokalizowanych na terenie Unii – luka, którą tak sprawnie wykorzystują dziś Temu, Shein czy AliExpress, ma zostać w praktyce domknięta. Warto jednak podkreślić, że reforma zawiera również klauzulę przeglądową: do grudnia 2027 r.
Komisja Europejska musi ocenić, czy nowe unijne systemy informatyczne będą gotowe do lipca 2028 r. Jeżeli nie, tymczasowy mechanizm oparty na stawce 3 euro może zostać przedłużony. Komisja zastrzegła sobie też prawo do monitorowania ewentualnego przekierowania handlu poza system IOSS (Import One-Stop Shop), w ramach którego dziś rozliczana jest znaczna część niskowartościowego importu. podkreśla Natalia Stanowska-Potoczny kancelarii Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K
Gdyby okazało się, że platformy masowo migrują poza IOSS, by uniknąć opłaty, Komisja może zaproponować rozszerzenie stawki 3 euro na wszystkie przesyłki o wartości do 150 euro, niezależnie od sposobu ich rozliczenia – a więc kolejne domknięcie potencjalnej luki. Reforma celna to jednak nie tylko kwestia samej stawki.
Od 1 stycznia 2027 r. ma się rozpocząć stopniowe poszerzanie możliwości korzystania z procedury OSS o kolejne rodzaje transakcji, w tym dostawy energii i gazu dla konsumentów. W okresie 2028–2030 planowane jest natomiast uruchomienie unijnego centrum danych celnych dla e-commerce oraz wdrożenie głównych rozwiązań w ramach tak zwanej Single VAT Registration, obejmujących szersze wykorzystanie systemu OSS.
W tym samym okresie ma też dojść do wdrożenia obowiązkowego e-fakturowania oraz cyfrowego raportowania transakcji wewnątrzwspólnotowych dla transakcji B2B. To sygnał, że Unia buduje kompleksowy, cyfrowy system rozliczeń celno-podatkowych na najbliższą dekadę, a opłata 3 euro to tylko pierwszy, najbardziej widoczny element znacznie szerszego planu – podsumowuje Natalia Stanowska-Potoczny.
Źródło: Kancelaria Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.








