Rosnące wolumeny, coraz bardziej złożone realizacje i audyty jakościowe sprawiają, że współczesna drukarnia musi widzieć więcej i reagować szybciej.
Drukarnia Natalii, decydując się na system inspekcji druku od firmy GRAW, wybrała rozwiązanie, które pracuje w czasie rzeczywistym, wspiera operatorów i pozwala utrzymać stabilną jakość nawet przy najbardziej wymagających zleceniach. To kolejny krok w konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju firmy, która od lat buduje swoją pozycję w oparciu o jakość i kompetencje zespołu.

Gdy doświadczenie przestaje wystarczać
W drukarni Natalii przez lata wiele decyzji opierało się na doświadczeniu. Na oku drukarza, na znajomości maszyny, na intuicji budowanej latami pracy przy produkcji. To był solidny fundament – i nadal nim jest – ale
wraz z rozwojem firmy przestał wystarczać. Nie dlatego, że ludzie nagle przestali się znać na druku. Wręcz przeciwnie. Dlatego, że skala produkcji, odpowiedzialność i wymagania klientów weszły na zupełnie inny poziom.
– Dziś nikt nie pyta już tylko, czy druk jest dobry – mówi Paweł Antowski, dyrektor drukarni Natalii. – Klienci pytają, jak to sprawdzamy, jak reagujemy na błąd i co się dzieje, kiedy coś pójdzie nie tak. To była jedna z kluczowych przesłanek, która doprowadziła do wdrożenia systemu inspekcji druku. Był to krok, który dojrzewał długo – oparty na wcześniejszych doświadczeniach i bardzo konkretnych potrzebach produkcji, a nie na chwilowym impulsie czy modzie technologicznej.
Od zaufania do procedury
Jeszcze kilkanaście lat temu realia pracy w drukarniach wyglądały zupełnie inaczej. Produkcja była mniej sformalizowana, decyzje zapadały szybciej, a kontrola jakości często kończyła się na wzrokowej ocenie gotowego produktu. Klient potrafił odebrać towar bez długiej listy procedur, a reklamacje – jeśli w ogóle się pojawiały – rozwiązywano „po ludzku”.

Od lewej: Paweł Antowski, dyrektor drukarni Natalii i Tomasz Fiebich, koordynator ds. produkcji w drukarni Natalii
Ten świat właściwie już nie istnieje. Wraz z wejściem dużych marek, międzynarodowych sieci handlowych i produkcji liczonych w milionach egzemplarzy jakość przestała być deklaracją, a stała się procesem, który trzeba udokumentować, zapisać i w razie potrzeby odtworzyć krok po kroku. Szczególnie wyraźnie widać to przy realizacjach takich jak shrink sleeve’y czy etykiety drukowane w lustrze, gdzie część potencjalnych błędów jest po prostu niewidoczna w trakcie produkcji. Nawet dla bardzo doświadczonego operatora.
– Można mieć świetnych ludzi – podkreśla Paweł Antowski – ale nie da się być wszędzie naraz. A jeden drobny błąd, powielony na tysiącach metrów materiału, potrafi kosztować więcej niż cały system kontroli…
Więcej w czasopiśmie Świat Poligrafii Professional.
Źródło: GRAW


































