Belgijska drukarnia etykiet Desmedt Labels jako pierwsza na świecie wdrożyła hybrydową maszynę cyfrową Mark Andy Digital Pro MAX, zintegrowaną z technologią odwijania i łączenia wstęgi w trybie non stop firmy Martin Automatic.
Inwestycja stanowi kolejny etap rozwoju parku maszynowego tego zakładu, konsekwentnie ukierunkowanego na automatyzację produkcji, zwiększenie dostępności maszyn i efektywnego czasu ich produkcji oraz ograniczenie strat materiałowych.
Desmedt Labels to niezależny producent etykiet wąskowstęgowych z siedzibą w Bornem (Belgia), którego historia sięga 1889 roku. Firma od lat rozwija swoje zaplecze technologiczne w oparciu o rozwiązania Mark Andy, traktując automatyzację jako kluczowy element strategii biznesowej.
Najnowsza instalacja hybrydowej maszyny Digital Pro MAX – będąca pierwszym na świecie wspólnym wdrożeniem technologii Mark Andy i Martin Automatic w takim układzie – wpisuje się w długofalową filozofię inwestycyjną Desmedt, skupioną na wzroście wydajności i stabilności procesów.
Automatyzacja jako fundament strategii rozwoju
„Nie chodzi o prędkość, ale o poprawę wydajności poprzez zwiększenie dostępności maszyny i ograniczenie strat” – podkreśla Henri Köhler, CEO firmy Desmedt Labels i przedstawiciel czwartego pokolenia jej właścicieli. Jak zaznacza, jednym z najczęstszych błędów w postrzeganiu automatyzacji jest utożsamianie wydajności wyłącznie z prędkością pracy maszyny, podczas gdy kluczowe znaczenie ma faktyczny czas produkcji netto.
Dla Desmedt koncepcja zautomatyzowanej produkcji od lat stanowi integralną część DNA firmy. Już w 2013 roku, planując wymianę jednej ze starszych maszyn fleksograficznych, firma zdecydowała się na zmianę filozofii inwestycyjnej. W jej efekcie w zakładzie zainstalowano trzy linie produkcyjne bazujące na maszynach fleksograficznych Mark Andy Performance Series P7. Wszystkie zostały wyposażone w systemy bezprzerwowego odwijania i łączenia wstęgi Martin Automatic z serii MBSF.
Digital Pro MAX jako uzupełnienie parku maszynowego | Do 2024 roku Desmedt Labels rozbudowało park sprzętowy o kolejne dwie maszyny fleksograficzne z serii Performance Series P7. Jednocześnie pojawiła się tu potrzeba wymiany posiadanego urządzenia cyfrowego innego dostawcy. Jak podkreśla Henri Köhler, druk cyfrowy – istotny dla realizacji krótkich serii – nie w pełni odpowiadał standardom efektywności przyjętym przez firmę.
„Wraz z poprawą wydajności maszyn fleksograficznych, m.in. w zakresie przezbrojenia i zmiany zleceń, przenieśliśmy na nie z powrotem dużą część produkcji niskonakładowej. Co więcej, jedna z najnowszych maszyn Performance Series P7 została zainstalowana właśnie z myślą o krótkich seriach” – mówi.
Problematyczna, jak dodaje, nie była sama technologia cyfrowa, lecz przestoje związane z ręczną wymianą rolek pomiędzy zleceniami i przy zmianach podłoża. Każda taka operacja oznaczała kilka minut całkowitego postoju maszyny i realną stratę czasu produkcyjnego.


































