Drukarnia Printma z Lublina wdrożyła cyfrową maszynę etykietową Durst Tau 340 RSCE. Kilka miesięcy po uruchomieniu inwestycji firma odnotowuje wyraźne efekty biznesowe: spadek kosztu produkcji tej samej etykiety o około 60% oraz czterokrotny wzrost wolumenu realizowanych zleceń w porównaniu z wcześniejszymi latami pracy na poprzedniej technologii.
– To nie są szacunki ani założenia. Policzyłem to na konkretnych zleceniach. Ten sam materiał, ta sama etykieta, a koszt produkcji jest dziś niższy o około 60% – mówi Patrycjusz Mamczarz, właściciel Printmy. – Od czerwca wydrukowaliśmy cztery razy tyle, co przez pięć lat na poprzedniej maszynie.
Printma wywodzi się z rodzinnej działalności poligraficznej, rozwijanej od lat 90. Początkowo firma pracowała w technologii offsetowej, następnie w druku UV na wąskiej wstędze. Doświadczenia z drukiem cyfrowym Mamczarz zdobywał już w połowie lat 2000., jednak dopiero powołanie Printmy w 2021 roku pozwoliło na świadome zbudowanie oferty opartej na krótkich seriach, wysokiej jakości i bardzo krótkich terminach realizacji.
Rosnąca liczba zleceń oraz coraz bardziej złożone projekty etykietowe sprawiły, że dotychczasowa technologia zaczęła ograniczać dalszy rozwój firmy.
– Doszedłem do momentu, w którym wiedziałem, że bez zmiany technologii dojdę do ściany. Potrzebowałem rozwiązania przewidywalnego, stabilnego i skalowalnego – podkreśla właściciel Printmy.
Decyzja inwestycyjna była poprzedzona porównaniem kilku rozwiązań dostępnych na rynku oraz testami jakościowymi. Kluczowym momentem okazała się wizyta w siedzibie producenta w Brixen, gdzie przeprowadzono szczegółowe testy produkcyjne.
– W przypadku Dursta teoria bardzo szybko spotkała się z praktyką. Jakość była widoczna od razu, a testy nie pozostawiły wątpliwości – Patrycjusz Mamczarz.
Istotną rolę w procesie zakupu odegrała również współpraca z polskim integratorem systemu – LFP Industrial Solutions.
– Dostałem konkretne informacje, bez marketingowych obietnic. Czułem, że rozmawiam z partnerem technologicznym, a nie sprzedawcą – zaznacza.
Za merytoryczne wsparcie po stronie dostawcy odpowiadali m.in. Grzegorz Zieliński, dyrektor działu Label & Flexible, oraz Adam Jabłonowski, Software Product Manager. Wdrożenie systemu – zarówno sprzętowe, jak i programowe – przebiegło bez zakłóceń i pozwoliło na szybkie uruchomienie pełnej produkcji. Efekty wdrożenia widoczne są nie tylko w kosztach jednostkowych, ale także w czasie realizacji zamówień. Zlecenia, które wcześniej wymagały kilkunastu dni oczekiwania, dziś realizowane są w ciągu jednego–dwóch dni roboczych. –
Klienci wracają, bo wiedzą, że potrafimy reagować natychmiast. W wielu przypadkach to właśnie czas decyduje o wyborze dostawcy – podkreśla Mamczarz.
Printma działa obecnie w nowej siedzibie, dysponując nowoczesną halą produkcyjną przygotowaną pod dalszy rozwój. Maszyna Durst Tau 340 RSCE pracuje obecnie w systemie jednozmianowym, realizując wolumeny, które jeszcze rok wcześniej były poza zasięgiem firmy. Kolejne inwestycje planowane są etapowo.
– Największą zmianą jest dla mnie spokój. Produkcja jest przewidywalna, stabilna, a serwis reaguje, zanim problem stanie się realny. To zupełnie inny komfort prowadzenia firmy – podsumowuje właściciel Printmy.
Źródło: LFP Industrial Solutions







