Marże na poziomie 5%, regulacje, które coraz częściej wykluczają logikę, i technologia, która nie daje już przewagi, a jedynie pozwala utrzymać się w grze. Polska poligrafia znalazła się w punkcie, w którym nie wystarczy drukować dobrze – trzeba działać bezbłędnie. O tym, co to naprawdę oznacza w codziennej praktyce produkcyjnej, rozmawiamy z Jakubem Bieleckim z Erbi Group.
Spotykamy się po latach – ostatni raz widzieliśmy się chyba „dwie siedziby i 20 kilogramów temu”. Patrzę na skalę inwestycji, maszyny, rozwój… i zastanawiam się, czy to nadal ta sama branża, do której wchodziłeś prawie trzy dekady temu.
Nie. I to w zasadzie najkrótsza odpowiedź. Jestem w tej branży od 27 lat i z perspektywy właściciela widzę jedną rzecz: nieustanne zarządzanie kryzysem. Kiedyś to był biznes, który wybaczał błędy. Marże były na tyle wysokie, że jeśli coś poszło nie tak, robiło się to jeszcze raz – i nadal było się na plusie. Dziś margines błędu praktycznie nie istnieje. Jako branża w Polsce zeszliśmy z poziomu 30-50% marży do około 5%. Przy kosztach maszyn liczonych w milionach euro oznacza to jedno: trzy błędy mogą zagrozić istnieniu firmy. To fundamentalna zmiana – obecnie celem jest ciągłe doskonalenie procesu, które daje możliwość rozwoju i przetrwania.
Dziś coraz częściej mówi się, że to klient „ustala” cenę. Na ile to jest prawda?
To już właściwie się wydarzyło. W wielu przypadkach wycena przestała istnieć w klasycznym rozumieniu. Klient przychodzi z gotową ceną – często policzoną bardzo dokładnie, czasem nawet na poziomie centymetra kwadratowego produktu. I pokazuje, ile według niego powinniśmy na tym zarobić. Możemy się zgodzić albo nie, ale pole negocjacji jest bardzo ograniczone. Efekt jest taki, że marża przestaje być wynikiem naszych oczekiwań, a zaczyna być narzuconym parametrem. I to jest bardzo niebezpieczne dla całej naszej branży.
A ostatnie lata? Pandemia, zerwane łańcuchy dostaw – to był moment wytchnienia czy raczej kolejny test?
Paradoksalnie – finansowo był to dobry czas. Klienci przestali patrzeć wyłącznie na cenę, liczyła się dostępność. Ale zarządczo był to jednak okres wyjątkowego chaosu. Każdy dzień zaczynał się od tych samych pytań: czy mamy pracowników, surowce i możliwość produkcji. Brakowało procedur i wcześniejszych doświadczeń, więc działaliśmy reaktywnie. Dziś wróciliśmy do „normalności”, czyli walki o każdy grosz. Tyle że przy tych marżach ta normalność jest po prostu wyczerpująca. Mówię walki, ale tak całkiem serio, każde nasze działanie musi być bardzo dobrze przemyślane i zaplanowane. Nie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek działanie w chaosie…
Cała rozmowa na łamach czasopisma Świat Poligrafii Professional, do prenumeraty którego zapraszamy.







